Pęknięcie rosnowskiej zapory wodnej na Radwi i Hajce sprzed 54 laty

Fala powodziowa doprowadziła do katastrofy.


Autor, prof. dr Kurt Bellin, Hermann-Löns–Weg 1, 2/407 Deutsch Evern, jako siedemnastolatek, w towarzystwie swojego ojca, osoby odpowiedzialnej z Wydziału Budownictwa Wodnego i dyżurnego nadzoru zapory wodnej rządu pruskiego w Koszalinie, miał wówczas okazję brać udział w natychmiastowych oględzinach miejsca rozszerzającego się pęknięcia zapory wodnej na Kanale Rosnowskim 14 marca 1940 roku. Później (w maju 1944r.), przy okazji urlopu frontowego, mógł się przekonać o szybkim postępie prac, mających na celu odtworzenie tej zapory wodnej i podczas studiów Budownictwa Wodnego (1949-54) zajął się tym ponownie z fachowego punktu widzenia.

Podczas bardzo mroźnej i śnieżnej zimy 1939/40 roku od początku marca odwilż przy wysokich śniegach spowodowała bardzo duży odpływ Radwi. Wczesnym rankiem 14 marca 1940 roku, nastąpiło przerwanie tamy zapory na Kanale Rosnowskim. Fala powodziowa przenikająca z potężnymi bryłami lodu nieuchronnie doprowadziła także do przerwania niżej położonej zapory Hajka (ustęp 1, plan sytuacyjny). Przede wszystkim doszło do katastrofy powodziowej poprzez którą tak wzmocniona katastrofalna fala powodziowa z mniejszymi zatopieniami niziny Radwi, dotarła aż poza granice Koszalina do Parsęty. Powstały znaczne uszkodzenia budynków i mostów, a także komunikacja (dworzec, droga) została długotrwale zakłócona. Okres wojenny, z zakazem przekazywania informacji i potem okupacja naszej ojczyzny przez Polskę, były powodami przez które prawie nic nie było wiadomo o przyczynach tych pęknięć. Niektóre publikacje – m.in. także w Pommersche Zeitung – zajmowały się przede wszystkim samym wydarzeniem i szkodami.

Z zachodniopomorskiego grzbietu wzgórza o wysokości prawie 250 m, odprowadzone zostały wody opadowe i gruntowe z okręgu regencyjnego Koszalina do rzek Łeby, Łupawy, Słupi, Wieprzy (z Grabową), Parsęty (z Radwią) i Regą do Morza Bałtyckiego. W górnym biegu tych rzek, mocniejsze zróżnicowania wysokościowe z głębszymi wcięciami doliny dają częściowo możliwość do instalacji elektrowni wodnych do wytwarzania prądu. Więc na Radwi, przez właścicieli majątku von Heidebreck- Barzlin i von Kameke-Strecketin, do których należały lasy po obu stronach Radwi, w latach 1909/11 - została stworzona zapora wodna Hajka, o wysokości spiętrzenia około 10 metrów, jako wał ziemny. Przepływ powodziowy został - z punktu widzenia technik budownictwa wodnego - ulokowany prawidłowo bokiem w wyrównanej ziemi. Elektrownia jest wbudowana w ten nasyp ziemny. Zbiornik zaporowy rozciąga się aż do Zajęczego Młyna, około 5 km powyżej. W latach 20-tych miasto pruskie razem z księciem z Hohenzollernów utworzyło trochę powyżej Rosnowskiej zapory wodnej, nasyp ziemny o wysokości piętrzenia około 16 metrów. Przepływ powodziowy został ulokowany, wbrew dzisiejszym zasadom konstrukcyjnym, w usypanym wale ziemnym jako kaskada z bocznie ograniczonymi policzkami. Elektrownia, połączona ze zbiornikiem retencyjnym, poprzez kanał doprowadzający, znajduje się nadal poniżej przy chatach w polu prawie naprzeciwko Zajęczego Młyna. Radew ma na poziomie Barzlin, około 6 km poniżej zapory wodnej Hajka, dorzecze wielkości 790 km2. Poza tym już po wojnie Polska zrealizowała stworzone w latach 20-tych plany mechanizmu pompowo-zbiornikowego w Żydowie w małej pełnej wdzięku „zachodniopomorskiej Szwajcarii”. Wykorzystana przy tym jest różnica w wysokości między jeziorem Kwiecko (80 m n.p.m.) początek Radwi, zbiornik powyżej nazywa się Kalkbach, a jeziorem Kamiennym (160 m n.p.m.). Przy nadwyżce energii, energia ta jest wykorzystywana do przepompowywania wody w górę i w położonym wyżej jeziorze Kamiennym dodatkowo magazynowana. Woda ta może wówczas przy dużym zapotrzebowaniu na energię dodatkowo być wykorzystana jako pokrycie tego zapotrzebowania.

Już przy budowie tamy tej zapory wodnej wystąpiła poważna wada, której następstwa przyczyniły się chyba do katastrofy z 14.03.1940 roku: w pierwszej fazie budowania, która ustalona jest według pór roku tak że prawdopodobieństwo powodzi nie jest duże, Radew została przesunięta – jak to zwykle bywa – i wbudowana została w osuszony główny spust niecki zbiornika wodnego. Główny spust służył już w dalszej fazie budowy do tego, aby zagwarantować spływ z powrotem przesuniętej Radwi bez zagrożenia dla postępu w usypywaniu wału. Po ukończeniu wału, m.in. poprzez otwarcie tego głównego spustu, w danym wypadku zapora wodna może zostać opróżniona, ale także przy wysokim poziomie wody, woda może być dodatkowo odprowadzona. Ten główny spust był hydraulicznie źle skonstruowany. Miał (zamykany) otwór wlotowy, rozgałęził się on jednak mniej więcej w połowie wału w dwa otwory upustowe. Wówczas widocznie nie oceniono właściwie zagrożenia, że jakieś drzewo lub podobne mogło zaklinować się w rejonie tego rozgałęzienia i utrudniać przepływ lub go zatamować! I tak też się w fazie budowy stało. Obawa pozostała, że przy używaniu głównego spustu zagrożony mógł być stan bezpieczeństwa wału! Więc zdecydowano, że główny spływ otwierany będzie tylko podczas skrupulatnej obserwacji spływu.

Powyżej placu budowy zaczęto przedwcześnie odsłaniać przyszłe miejsce przechowywania drewna. Ogromne ilości drewna stosowego i dłużycowego były składowane w dolinie. Podczas pierwszej fazy wznoszenia zapory doszło jednak do nieoczekiwanego odpływu wody. Rzeka Radew wystąpiła z brzegów powyżej placu budowy! Drzewo składowane w dolinie (która w przyszłości miała posłużyć za magazyn) odpływało w wielkich ilościach i dryfowało w kierunku placu budowy. Śluza przeciwpowodziowa nie była przygotowana na taki odpływ. Szybko doszło do wezbrania wody, które zostało jeszcze spotęgowane przez zaklinowanie dużych ilości nanoszonego drewna przed, ale również w samym centrum rozwidlenia śluzy. Wydajność śluzy, która tak czy inaczej, nie była wystarczająca, spadła jeszcze bardziej. Poziom wody wzrastał aż do momentu, gdy zaczął zalewać nieumocniony jeszcze wał ochronny. Niedokończony wał złamał się! Powstały w ten sposób potok mógł jeszcze wtedy, ponieważ fala powodziowa i ilość wody nie były zbyt duże, zostać skierowany do położonego poniżej jeziora, którego obszar ochrony przeciwpowodziowej mógł zostać szybko powiększony przez obniżenie stanu wody. A w naprawionym wale ochronnym zapory wodnej Rosnowo wsiąkanie wody mogło zostać całkowicie opanowane. Przesączanie zapory ziemnej musiało być częściej niż dotychczas kontrolowane, ponieważ łatwo mogło dojść do podmycia gruntu, a tym samym do złamania zapory. Zapora stała się więc oczkiem w głowie koszalińskiego rządu, który był odpowiedzialny za nadzór nad nią. Również śluza przeciwpowodziowa z powodu postrzeganej za niebezpieczną konstrukcji i z powodu troski o jej stabilność mogła być obsługiwana tylko za zgodą inspektorów zajmujących się zaporami wodnymi. Rocznik hydrologiczny (z roku 1940) mówi o położonym około 7 km poniżej zapory wodnej Hajka, na poziomie Barzlin wodowskazie, który między 9 stycznia, a 22 lutego wskazywał na trwające 38 dni tworzenie się lodu. Dla płynącej szybko rzeki Radew, która ze względu na prędkość rzadko kiedy zamarzała, była to poszlaka świadcząca o nadejściu długiego i ciężkiego okresu zimna. Poziom śniegu w dorzeczu był bardzo duży, a woda w zbiornikach retencyjnych była pokryta lodem grubości ok. 50cm. Na początku marca nadeszła odwilż z następującym po niej deszczem. Początkowo śnieg nie ustępował przed deszczem, później jednak doszło do odpływu, który został przyspieszony przez topnienie śniegu (typowe dla powodzi). W ten sposób, od 12 marca 1940r. bardzo szybko wzrastał przypływ wody płynącej z górnego dopływu rzeki Radew do zamarzniętych zbiorników retencyjnych. Ludzie odpowiedzialni za obydwie zapory zaczęli oczywiście powiększać zbiornik. Poziom wody w sztucznym jeziorze Rosnowo, mimo próby odciążenia, wzrósł jednak szybko w wyniku ww. przypływu. Pojawiły się spore kłopoty z otwarciem zlodowaciałego otworu głównego spustu. Przepływ powodziowy został ulokowany w usypanym wale ziemnym jako kaskada z bocznie ograniczonymi policzkami. Z powodu najprawdopodobniej niewystarczająco wymierzonych hydraulicznie kaskad, woda zalała, szczególnie w dolnym zakresie, policzki, które również zostały niewystarczająco podciągnięte.

W nocy z 13-ego na 14-ego marca 1940r. woda zaczęła podmywać nieumocniony nasyp i podkopywać kaskadę. Powstała niewiarygodnie niebezpieczna sytuacja! Pojawiły się wątpliwości, czy tama wytrzyma napór wody! Aby uspokoić sytuację należałoby otworzyć dodatkowo główny spust. Zezwolenie inspektora nadzoru zapory wodnej, kierownika zakładu inżynierii wodnej pruskiego rządu w Koszalinie, z powodu braku połączenia telefonicznego można było otrzymać dopiero rankiem 14-ego marca. Nie pomyślano wówczas o tym, aby wysłać posłańca z wiadomością. Rankiem było już za późno! Kaskady – jedna po drugiej – załamywały się coraz szybciej na skutek erozji (poczynając od ich dolnej części) i zostały oderwane, aż do momentu gdy górna krawędź zawaliła się, a niezabezpieczona przed erozją zapora ziemna została odsłonięta. W krótkim czasie nasyp został w tym miejscu spłukany przez wodę. Fala powodziowa przenikająca z potężnymi bryłami lodu nieuchronnie doprowadziła także do przerwania niżej położonej zapory Hajka. Potężna lodowa pokrywa szybko uległa rozbiciu na niezliczone, bardzo ciężkie i duże kry. Rozbicie zostało jeszcze przyspieszone, ponieważ wbrew dzisiejszym zasadom budowlanym otwór przelewowy został ulokowany w zaporze ziemnej, a nie obok – w nieuprawianej glebie. Przez to od samego początku niebezpieczeństwo było bardzo duże, gdyż nieuprawiana (dziewicza) ziemia jest znacznie pewniejsza podczas spotkania z szybko płynącą wodą i jej siłą. Pęknięcie rozprzestrzeniało się coraz bardziej, aż stan spiętrzonej wody znacznie opadł. Także odcinek kolejowy Koszalin – Bobolice, którym jeździła kolejka wąskotorowa został przeniesiony na zaporę wodną, również on został podczas powodzi przerwany. Starano się, by ostrożnie obniżyć stan wody w położonym poniżej zbiorniku retencyjnym Hajka, aby uzyskać zbiornik przede wszystkim na tą część fali powodziowej, która była oczekiwana przez otwór przelewowy. Ta katastrofalna fala powodziowa nie mogła jednak zostać odprowadzona tylko za pomocą ruchu turbin, oporu i powodziowego otworu przelewowego, który nie miał wystarczającej mocy, aby zapobiec zalaniu tamy. Ta budowla, wzniesiona na nieuprawianej glebie, wytrzymała. Jednak gdy stan wody w zbiorniku dalej wzrastał, aż do momentu gdy nasyp został zalany w pobliżu elektrowni, również ona pękła! Został jedynie czas na to, aby ostrzec ludność i wprowadzić środki ostrożności.

Fala powodziowa przy pomocy potężnych brył lodu niszczyła wszystko, co spotkała na swojej drodze i powoli wypełniała szeroką dolinę rzeki Radew, znajdującą się poniżej. Katastrofalny stan wody przekroczył o 20 cm do tej pory uważany za najwyższy stan wody z 31.07.1937r. Zresztą również stan wody na Parsęcie, około 20km poniżej ujścia rzeki Radew, przekroczył o 10cm stan wody z 1 kwietnia 1888r. który do tej pory uważany był za najwyższy. Dzisiaj nie da się już z całą pewnością stwierdzić, jakie szkody powstały. W wąskiej dolinie rzeki Radew, między dwoma zbiornikami retencyjnymi szkody były poważne. Części wsi Rosnowo zostały zalane, a budynki uszkodzone, bądź zniszczone. Bydło tonęło w stajniach. Zachowała się elektrownia, ponieważ leżała ona poniżej zapory wodnej, na końcu kanału doprowadzającego. Zbocza kanału, wyłożonego betonowymi płytami zostały jednak zniszczone, ponieważ poprzez gwałtowny spadek stanu wody w zbiorniku retencyjnym, ciśnienie wód gruntowych wywierało nacisk na płyty i powodowało ich zsuwanie. Całkowicie pod wodą znalazła się elektrownia Hajka (można tu rozpoznać ślady oderwanej zapory ziemnej) oraz położony poniżej młyn w Niedalinie, którego zapora nie mogła stawić czoła fali powodziowej. Poniżej zapory Hajka, oprócz mostu nad rzeką Radew, został również zniszczony zajazd przy drodze Koszalin – Tychowo, zawaliły się także liczne zagrody i stodoły. Również tutaj tonęło bydło. Dolina rzeki Radew, aż do wsi Karlino była jednym wielkim jeziorem! Około 20 km pod Karlinem nad rzeką Parsętą, 15 marca o godz. 17.00 zmierzono stan wody, który był wyższy o 10 cm od dotychczas największego stanu wody z 1 kwietnia 1888r. Doszło do ogromnych strat, jeśli chodzi o mosty, domy i zakłady, ale nie było żadnych ofiar w ludziach, gdyż zostali oni w porę ewakuowani. Wszystkie mosty (zniszczony most drogowy w Niedalinie) powyżej mostu w Gdańcu zawaliły się. Dopiero tam na tyle zmniejszyła się niszcząca siła wody (poprzez naturalne rozszerzenie fali powodziowej w dolinie rzeki Radew), że fala powodziowa nie wpływała już niszcząco na otoczenie. Nasyp linii kolejowej Białogard – Koszalin został zniszczony w dwóch miejscach. Początkowo nasyp kolejowy formował razem z mostem nad rzeką Radew zaporę i tamował wodę. Potem jednak podpory stalowego mostu ustąpiły pod naporem wody. Most zawalił się i woda wylała się strumieniem do rozciągającej się poniżej doliny dolnej części rzeki Radew. Oprócz tego mostu kolejowego zawaliło się również oddalone o kilometr przejście pod nasypem kolejowym.

Wytwarzanie prądu było tak ważne, że od razu rozpoczęto odbudowę obydwu zapor wodnych, w czym pomagali także jeńcy wojenni. W 1944r. uszkodzenia na zaporach zostały usunięte, a elektrownie rozpoczęły pracę. Zakłady przetrwały koniec wojny bez szkód i jeszcze dziś są wykorzystywane. Również most kolejowy na odcinku Koszalin – Białogard i ważne mosty drogowe zostały szybko naprawione zaraz po zawaleniu. Autor nie posiada niestety informacji na temat napraw budynków. Katastrofa powodziowa wywołana przez pęknięcie zapory wodnej Rosnowo, a potem także Hajka, została spowodowana głównie przez złą konstrukcję i położenie powodziowego otworu przelewowego górnej zapory wodnej Rosnowo. Również główny spust (który także nie był skonstruowany w sposób prawidłowy) nie zapobiegłby katastrofie, odwlekłby tylko jej nadejście. Generalnie, obie zapory wodne przez wykorzystanie swoich obszarów chroniących przed powodzią powinny były bez szwanku przyjąć wodę i ją odprowadzić, jako że w naszym kraju zawsze można oczekiwać powodzi w okresie zimowym, są one bowiem skutkiem odwilży po długotrwałym mrozie. Porównanie wartości dot. stanu wody na Parsęcie w Białogardzie, ok. 15 km nad ujściem rzeki Radew, pokazuje, że stan wody w dniu 14.03.1940r. był o 50 cm niższy od do tej pory najwyższego zaobserwowanego stanu wody z 29 marca 1888r.

Artykuł pochodzi z niemieckiej gazety „Die Pommersche Zeitung” z 1994r. - Flutwelle führte zur Katastrophe - autorstwa prof. dr Kurt'a Bellin'a - tłumaczenie własne